Było jeszcze ciemno, gdy SorA otworzyła zaspane oczy. Tak wczesna pora wstawania nie była koniecznością, ale doświadczona nauczycielka dłuższe wylegiwanie się w łóżku uważała za zupełne marnotrawienie czasu.
- Doba ma tylko dwadzieścia magicznych godzin, wiec przespanie więcej niż sześciu jest totalnym lenistwem i brakiem samodyscypliny- lubiła mawiać swoim uczniom. Naturalnie sama nie posiadała nawet cienia tych niezbyt chwalebnych cech, ponieważ pochodziła z szanowanego rodu Scii.Charakteryzował się on m.in. niesamowita łatwością w zdobywaniu wiedzy przez jego członkinie (rodziły się tu same kobiety), oraz wysoką dyscypliną wobec samego siebie i innych. Chyba właśnie z tych powodów wszystkie Sciinki podejmowały się pracy nauczyciela, bez względu na powołanie czy jego brak do pracy z dziećmi.
Dzisiejszy poranek SorY nie różnił się niczym od innych. Wstała, przeciągnęła się porządnie i stanęła wyprostowana. Im była starsza tym więcej uwagi i skupienia wymagało od niej wykonanie tych pięciu porannych czynności. Pstryknęła palcami raz- pościel sprawnie ułożyła się w równy, poskładany w kostkę stosik. Pstryknęła drugi- jej koszula nocna z długimi rękawami zamieniła się w elegancką i prostą garsonkę.Pstryknęła trzeci, a figlarnie opadające, złote kosmyki włosów ułożyły się w poważną, trochę postarzająca ją fryzurę. Pstryknęła po raz czwarty i kot o imieniu EunO, który się wiecznie nudził otrzymał pełną miseczkę mleka. Gdy miała już pstryknąć po raz piąty rozmyśliła się jednak i weszła do kuchni by śniadanie przyrządzić sobie własnoręcznie. Był to dość niekonwencjonalny sposób jak na maga, na przygotowanie posiłku. Gotowanie to czynność żywcem z bajek dla dzieci, których bohaterami byli ludzie żyjący w błogiej niewiedzy na temat istnienia magii. I tak właśnie zatopiona w świecie fantazji ,mieszająca, krojąca i nalewająca przy użyciu rąk a nie różdżki SorA została przyłapana przez swojego małego przyjaciela VerO.
poniedziałek, 13 stycznia 2020
niedziela, 12 stycznia 2020
Najgorsza decyzja mojego życia - opowieść Zuzanny
Pamiętam tylko część wspomnień ze statku i są one naprawdę słabo połączone. Jedno z nich to moment wchodzenia na statek, na ten pięknie wyglądający statek, tak cudownie ozdobiony, taki kolorowy, taki duży, wyglądał jakby mógł pomieścić kilkaset stad słoni. Był on pomalowany w taki sposób, by wyglądał jak z drewna, choć każdy wiedział, że jest on ze stali, może prócz dzieci które pytały się swoich rodziców: Czy on jest z DREWNA? Nie wiedziały, ale mam nadzieję, że ich rodzice powiedzieli im prawdę, by nie ginęły w kłamstwie. Kolejne momenty,, jakie pamiętam to jak chodziłam po jego korytarzach, po tym, jak wypłynęliśmy na nieznane wody w podróż do USA z Hiszpanii. Korytarze były długie i było na ścianach bardzo dużo obrazów i oczywiście drzwi do pokojów pasażerów. Naprawdę nie wiem, jak bardzo nieodpowiedzialny, bądź sadystyczny był ten kapitan, że pozwolił on naszemu statkowi wpaść na te góry, głazy, nawet nie wiem co, ale było to duże na tyle, by zauważyć i ominąć! W tym momencie leżę w wodzie, patrzę na szczątki statku. Niby wpadliśmy na skały, więc nasz statek powinien jedynie zatonąć, ale przez całą kolizję lub po prostu zależało to od tego, gdzie te głazy się wbiły, jednak wywołało to kilka małych eksplozji, które spowodowały to, że w tym momencie jestem w stanie jedynie wpatrywać się w części statku a nie na cały, tonący statek. Woda jest niewyobrażalnie zimna i do tego brudna, przez wszystkie rodzaje jedzenia i różne inne płyny, które na pewno nie są zdatne do picia. Wokół mnie są inni pasażerowie, jednak część z nich jest martwa, część walczy o życie poprzez wchodzenie na resztki statku, próbując tworzyć z nich łódki, a ostatnia część jest taka jak ja teraz, myśli nad tym co się stało, czemu? Dlaczego? Są oni tak już zmęczeni i zmarznięci, hipotermia już ich dopadła i nie są oni już wstanie się ruszać, nie są już w stanie walczyć o życie, poddali się, tak jak ja. Żałuje że chciałam jechać do USA, była to najgorsza decyzja w moim życiu.
wtorek, 7 stycznia 2020
Wierszyk o tanecznym odchudzaniu
Pewna dziewczynka gruba jak beczka,
nie chciała więcej śmietanki z mleczka,
miała już dosyć szynki i ciastek,
nie chciała w lustrze na siebie patrzeć.
Śmiały się czasem z niej koleżanki,
najgorsze były smutne poranki,
bo nasza panna po gimnastyce
dyszała jak śnieżny lampart w Afryce.
Chłopcy nie chcieli się z nią umawiać,
a lekarz kazał na wadze stawać
i mruczał coś tam o nadciśnieniu,
cukrzycy, sercu, uzależnieniu.
Na szczęście nasza big bohaterka,
prócz majonezu na salaterkach
miała w swym życiu jeszcze pragnienie,
aby pokazać to uniesienie,
jakie jej dają dźwięki muzyki,
wszak bez muzyki byłaby nikim.
Gdy nikt nie widział, ćwiczyć zaczęła,
a magia tańca wnet ją ujęła.
Już po miesiącu tańca w ukryciu
daje się odczuć zmianę w jej życiu:
wszystkie koszulki, suknie i spodnie
są coś za luźne i niewygodne.
W innym rozmiarze robi zakupy,
nie bierze trzeciej dokładki zupy,
a w tańcu lekka jest jak motylek,
co siada w kwiatku tylko na chwilę.
Mija kolejnych osiem miesięcy,
na koniec roku będą występy,
schodzi do auli calutka szkoła,
siadają w rzędach i dookoła
sceny, na której zaraz się zacznie
apel, przemowy, śpiewy i tańce.
Wartką muzykę wreszcie słyszymy
- jako solistkę kogo widzimy?
Te piruety i te podskoki,
i te w szpagatach cudne wyskoki
To nasza szczupła już bohaterka
i znakomita, zdolna tancerka!
nie chciała więcej śmietanki z mleczka,
miała już dosyć szynki i ciastek,
nie chciała w lustrze na siebie patrzeć.
Śmiały się czasem z niej koleżanki,
najgorsze były smutne poranki,
bo nasza panna po gimnastyce
dyszała jak śnieżny lampart w Afryce.
Chłopcy nie chcieli się z nią umawiać,
a lekarz kazał na wadze stawać
i mruczał coś tam o nadciśnieniu,
cukrzycy, sercu, uzależnieniu.
Na szczęście nasza big bohaterka,
prócz majonezu na salaterkach
miała w swym życiu jeszcze pragnienie,
aby pokazać to uniesienie,
jakie jej dają dźwięki muzyki,
wszak bez muzyki byłaby nikim.
Gdy nikt nie widział, ćwiczyć zaczęła,
a magia tańca wnet ją ujęła.
Już po miesiącu tańca w ukryciu
daje się odczuć zmianę w jej życiu:
wszystkie koszulki, suknie i spodnie
są coś za luźne i niewygodne.
W innym rozmiarze robi zakupy,
nie bierze trzeciej dokładki zupy,
a w tańcu lekka jest jak motylek,
co siada w kwiatku tylko na chwilę.
Mija kolejnych osiem miesięcy,
na koniec roku będą występy,
schodzi do auli calutka szkoła,
siadają w rzędach i dookoła
sceny, na której zaraz się zacznie
apel, przemowy, śpiewy i tańce.
Wartką muzykę wreszcie słyszymy
- jako solistkę kogo widzimy?
Te piruety i te podskoki,
i te w szpagatach cudne wyskoki
To nasza szczupła już bohaterka
i znakomita, zdolna tancerka!
Mową wiązaną - wyzwanie
Panny Literatki, uprzejmie proszę teraz spróbować ułożyć wiersz - rymowany, regularny. Temat dowolny, ale całość rytmiczna i miła dla ucha. Powodzenia!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)