niedziela, 12 stycznia 2020
Najgorsza decyzja mojego życia - opowieść Zuzanny
Pamiętam tylko część wspomnień ze statku i są one naprawdę słabo połączone. Jedno z nich to moment wchodzenia na statek, na ten pięknie wyglądający statek, tak cudownie ozdobiony, taki kolorowy, taki duży, wyglądał jakby mógł pomieścić kilkaset stad słoni. Był on pomalowany w taki sposób, by wyglądał jak z drewna, choć każdy wiedział, że jest on ze stali, może prócz dzieci które pytały się swoich rodziców: Czy on jest z DREWNA? Nie wiedziały, ale mam nadzieję, że ich rodzice powiedzieli im prawdę, by nie ginęły w kłamstwie. Kolejne momenty,, jakie pamiętam to jak chodziłam po jego korytarzach, po tym, jak wypłynęliśmy na nieznane wody w podróż do USA z Hiszpanii. Korytarze były długie i było na ścianach bardzo dużo obrazów i oczywiście drzwi do pokojów pasażerów. Naprawdę nie wiem, jak bardzo nieodpowiedzialny, bądź sadystyczny był ten kapitan, że pozwolił on naszemu statkowi wpaść na te góry, głazy, nawet nie wiem co, ale było to duże na tyle, by zauważyć i ominąć! W tym momencie leżę w wodzie, patrzę na szczątki statku. Niby wpadliśmy na skały, więc nasz statek powinien jedynie zatonąć, ale przez całą kolizję lub po prostu zależało to od tego, gdzie te głazy się wbiły, jednak wywołało to kilka małych eksplozji, które spowodowały to, że w tym momencie jestem w stanie jedynie wpatrywać się w części statku a nie na cały, tonący statek. Woda jest niewyobrażalnie zimna i do tego brudna, przez wszystkie rodzaje jedzenia i różne inne płyny, które na pewno nie są zdatne do picia. Wokół mnie są inni pasażerowie, jednak część z nich jest martwa, część walczy o życie poprzez wchodzenie na resztki statku, próbując tworzyć z nich łódki, a ostatnia część jest taka jak ja teraz, myśli nad tym co się stało, czemu? Dlaczego? Są oni tak już zmęczeni i zmarznięci, hipotermia już ich dopadła i nie są oni już wstanie się ruszać, nie są już w stanie walczyć o życie, poddali się, tak jak ja. Żałuje że chciałam jechać do USA, była to najgorsza decyzja w moim życiu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz