czwartek, 21 listopada 2019

Żółtodziób Sofia: ,,Ziemia w 3008 roku - szalone pomysły Sofii''

W roku 3008 będzie nowa planeta, świat będzie trochę większy. W świecie będzie dużo drużyn piłkarskich i dużo drużyn koszykówki, a szkół będzie tylko 8 . Będzie dużo konkursów z różnymi sportami. Dzieci będą chodzić do szkoły od godziny 17 do 20 i na każdej lekcji będą nauczyciele dawać dzieciom po 1000 złotych . Nauczyciele będą brać te pieniądze z policji i z psychologii. Ludzie będą chodzili do pracy na trzy godziny i będą w tygodniu przejmowali 50090 złotych. Domy będą kosztowały tylko 10040 i dzieci będą w szkole miały tylko 5 lekcji, które będą trwały 30 minut.

Żółtodziób Tugcio: ,,Świat w 3007 roku - zwariowane pomysły Veroniki''

To będzie wyglądało tak: góry do góry nogami, ryby będą pływać w drzewach, a koty chodzić po chmurach, psy będą latały do góry nogami, a ludzie będą bawić się słońcem, a księżycem będą grać w piłkę nożną na Jowiszu. Po jeziorach będziemy chodzić, kiedy ktoś się urodzi będzie mądry jakby żył 100 lat. Zamiast butów będą róże, zamiast ubrania będą liście, a domy będą pod ziemią.

Szufladkowicz July: ,,Przyszłość''

Obudziłam się rano. Czułam się strasznie nie swojo w moim domu, bo cały mój pokój wyglądał podobnie, ale jakoś inaczej. Wszystkie meble były nowoczesne i jedyne w swoim rodzaju, a nie widziałam nigdzie takich, a jak zobaczyłam dywan to normalnie szczęka mi opadła, to był mój wymarzony. Ubrałam się, poszłam na dół zjeść śniadanie. Otworzyłam lodówkę, a tam? Nie uwierzycie były rzeczy, których na oczy nie widziałam np. cukierki po, których skóra stawała się kolorowa, albo lody, które nie topniały mogły nawet przeżyć najgorętsze z najbardziej najgorętszych upałów. Posiłek zaliczony więc poszłam na dwór… Z kamieniałam w pierwszej chwili! Nie uwierzycie jak to powiem. Centralnie przed moim domem zamiast starej latarni zobaczyłam plac dla gryzoni fajny pomysł rzeczywiście, ale ta latarnia to była moja i mojej przyjaciółki najlepsza miejscówka, aż chciałam iść powiedzieć co myślę, lecz nie poszłam, bo zobaczyłam wszystkich ludzi. Byli strasznie wciągnięci w telefony jakby w ogóle nie przejmowali, że idą na środku ulicy. Szłam po chodniku a tu… - Gdzie ty idziesz!?- zawołał jakiś mężczyzna. - No ja idę chodnikiem, to wy wszyscy jeździcie po ścieżce dla pieszych!- mówiłam podniecona. Przeszłam na ulicę ze zdziwieniem. Poszłam prosto do szkoły. Ujrzałam budynek strasznie wysoki i nie podobny do szkoły , ale byłam pewna, że właśnie w tym miejscu stała. Weszłam niepewna i szłam przez korytarze. Zobaczyłam most na planetę Mars był strasznie długi lecz widać były wagoniki expres były strasznie szybkie jechały chyba ze 250 kilometrów na godzinę nie wyobrażalnie szybko. Oczywiście nie wsiadłam, ale strasznie ,mnie kusiło. Powoli szłam w kierunku wyjścia, lecz zaczepił mnie robot, który na miał na plakietce na pisane NAUCZYCIEL ROBINSON. Powiedział do mnie - Nie biegaj! Jak masz na imię? I iiiii…. Bateria siadła. Więc uciekłam biegnąc, wyszłam ze szkoły i od razu mi ulżyło. Nie stresowały mnie już żadne roboty. Okazało się, że to tylko był sen.

Szufladkowicz Antosia: ,,Nowa galaktyka''

-Zakładać hełmy i skafander!- -Tak jest szef!- -Startujemy- -Za 5 4 3 2 1 ruszyłam-odezwała się rakieta. Głośny hałas zadudnił astronomom w uszach, nogi gięły się w kolanach, a hełmy wydawały się tak ciężkie, że prawie nie dało się ich utrzymać na głowie. -Siadać!- zawołał kapitan. Wszyscy usiedli i czekali aż dostaną kolejną komendę. Minęło dziesięć minut, a może pięć nie wiadomo może nawet trzydzieści. Wszystkim astronomom wydawało się,że minął przynajmniej jeden dzień. -Wstać?- -Nie Kowalski!- W końcu po długim wyczekiwaniu kosmonauci otrzymali komendę -Wstać!- -Gdzie jesteśmy!?- -Już w kosmosie?- -Ile będziemy jeszcze lecieć?-zaczęły się pytania -Czemu za oknami jest czerń?- -Cisza!- zawołał komendant trzeciego stopnia. -Nie komendancie, z chęcią odpowiem na te pytania-oświadczył kapitan -Otóż… (chwila napięcia)…jesteśmy w kosmosie.- -Wow!- -już!- -Nareszcie!- -Ale, że już!?- -Cudowna mieszanka kolorów fioletowy i granatowy…- -Trochę czarnego.- Zaczęły się okrzyki zadowolenia, ale i strachu. KILKA DNI POTEM… -Panowie i panie, jesteśmy już za Marsem i lecimy koło Jowisza-powiedział kapitan Stopka. -Udało się jesteśmy w kosmosie!-krzyknął Kowalski. -Już dawno jesteśmy w kosmosie gapo.- -Bardzo dobra nowina minęliśmy Jowisza!- Nasi bohaterowie lecieli długo i coraz to nowsze newsy przychodziły od Stopki. Mijały kolejne dni i noce astronauci mijali kolejne planety. Mięli postój na Saturnie i Uranie. ROK 3008… Nowi kosmonauci zamiast Stopki jest Oczko… - Jesteśmy w innej galaktyce!- Młody Kowalski tak samo nieogarniety jek przodek… -Proszę kapitana, zimno trochę obejrzę pogodę, a czy można włączyć ogrzewanie podłogowe?- -Sam sobie odpowedz na to pytanie Kowalski- -Lądujemy na nowej planecie jakieś stworki…- TAK POWSTAŁA NOWA PLANETA I ŻYCIE NA NIEJ…

wtorek, 5 listopada 2019

Nasza planeta w 3008 roku

Zobaczyłam w wizji jasnowidza świat w 3008 roku. Widzę smolistą, czarną planetę. Nie ma na niej życia. Wyschły morza i oceany. Gdzieniegdzie pozostały ruiny, dawne ślady ludzkiej cywilizacji. Ludzie wykończyli się sami: wymordowali i wytruli. Z roślinności przetrwały tylko brzydkie, rdzawe i burozielone porosty. Nie ma już żadnego drzewa. Nigdzie nie śpiewa ptak, nie szumią trawy. Ziemia jest sucha, jałowa. Kosmos w żałobie po naszym istnieniu...
Spojrzałam w gwiazdy. Nie poznaję ich. Niektóre zgasły, inne się narodziły. Słońce ma intensywną czerwoną barwę, choć stoi w zenicie. Wszechświat jest pusty. Może już nigdy nie zagości w nim życie i ludzka inteligencja. Ta chciwa, próżna, leniwa inteligencja, która sprowadziła na samą siebie zagładę.
Mam nadzieję, że dar jasnowidzenia zostanie mi odebrany. Nie chcę już nigdy przeżywać takiej rozpaczy...

Pomysłowe zadanie Antosi

Tym razem musimy wykonać polecenie naszej koleżanki z kółka - Tosi. Jak wyobrażacie sobie świat w 3008 roku? Będzie to tysiąc lat po Waszych narodzinach! Co się będzie działo na naszej planecie.

Przepotworna noc

Tego wieczoru długo nie mogłam zasnąć. Zdawało mi się, że coś chrobocze pod łóżkiem. Zaglądałam tam parę razy, ale widziałam tam tylko wsunięty karton ze starymi zabawkami. Postanowiłam rano udać się na kontrolę słuchu do laryngologa. Ale chroboty były coraz wyraźniejsze. Nie mogłam już oszukiwać się, że to złudzenie.
Nagle zamarłam. Spod mojego łóżka coś się wysuwało!!! Może to olbrzymi pająk? W duchy i potwory przecież nie wierzę! Zadrżałam gotowa do wrzasku. Nie cierpię pająków! Hmm, ale to nie był kształt pająka. Spod łóżka wypełzał wąż.
Jeszcze gorzej! Jakiś jadowity gad pewnie uciekł z hodowli szalonego sąsiada! Zdecydowanie wrzasnęłam, i to pięć razy. Potem postanowiłam bronić swojego życia. Dodałam sobie otuchy mówiąc:
- Zabiję cię, zanim mnie ukąsisz.
Chwyciłam poduszkę, ale była to słaba i nieporęczna dłoń. Na szczęście moja ręka natrafiła na książkę, którą czytałam wieczorem. Solidną, w twardej okładce. Chwyciłam ją kurczowo i zadałam wężowi pięć zaciekłych ciosów.
Nie bronił się i nie syczał. A dlaczego? Bo był pluszowy. Taaak, bawiłam się kiedyś kolorowym, pluszowym wężem. Tylko... jakim cudem pełzał? Zrobiło mi się słabo. Uznałam, że ożywiony pluszowy wąż przeraża mnie bardziej niż żywy, śliski i jadowity. Ponieważ dowodzi utraty moich zdrowych zmysłów.
Dzwonię po psychiatrę...

poniedziałek, 4 listopada 2019

Żółtodziób July: ,,Tancerka''


      -To już jutro - mówiłam do mamy.
Byłam strasznie podekscytowana, te stroje już czekały, żebym je włożyła. Cała choreografia była cudowna, każdy z zajęć był zaangażowany, chociaż Flora i Ola ciągle leniuchowały, a miały najpiękniejsze i najbardziej świecące kostiumy, ale moja kreacja i tak była bardzo ładna. Fryzury i makijaże były dla każdego wprost nie ziemskie. Mówiłam ciągle do siebie „ Jeszcze tylko osiemnaście godzin i dwadzieścia osiem minut do występu’’. Nie mogłam się powstrzymać ciągle tańczyłam i puszczałam z gramofonu muzykę. Mama kazała mi się uczyć do sprawdzianu, lecz nie słuchałam, bo przecież to był mój pierwszy występ, nie mogłam zawalić… Przez chwilę pomyślałam ,, Co jeżeli zawalę? Jeżeli wyrzucą mnie z grupy?’’ Zrobiłam sobie przerwę, bo rzeczywiście miałam sprawdzian i przyda mi się przerwa chociaż wolałam nie uczyć się do historii.
-Ale nuda! Po co mam się uczyć o czymś co już było?
2 godziny później …
 Skończyłam… Odetchnęłam z ulgą. Było już późno więc poszłam się kąpać. Przesłuchałam jeszcze muzyki i poszłam spać.
     Obudziłam się rano i uszykowałam się, poszłam zjeść śniadanie i pojechałyśmy do teatru. Gdy byłyśmy na miejscu przywitałam się z wszystkimi i zrobiliśmy wspólną rozgrzewkę. Powoli czułam  już stres, ale próbowałam go opanować. Nadszedł czas na charakteryzację. Każdy był gotowy i rozciągnięty. Widownia zaczęła się zapełniać, zgasły światła i włączyła się muzyka.
Ciąg dalszy nastąpi…