wtorek, 3 marca 2020

Wyzwanie dla poszukiwacza lub detektywa

Stwórz opowiadanie, w którym bohater rozwiążę dzięki poszlakom i logicznemu myśleniu jakąś zagadkę detektywistyczną  i złapie przestępcę albo odnajdzie drogę do skarbu.
Niech będzie ciekawie i zaskakująco! Powodzenia!

wtorek, 18 lutego 2020

Miłosne perypetie roślinek

Na parapecie w sali sto dziesięć
Stało brązowych doniczek dziesięć
Dobrze podlane, bardzo zadbane,
Bujnie tam kwitły pielęgnowane.
Kaktus kolczasty, mocny i duży
W wiotkiej paprotce raz się zadurzył.
Wciąż do niej wzdychał, serca rysował
Na szybie oraz listki całował
Jak pan dżentelmen rączkę swej damy.
Ale... dobrego końca nie mamy.
Paproć nie chciała być zbyt okrutna,
Nie była przecież z natury butna,
Lecz jednej rzeczy znieść nie umiała,
Wreszcie dziś głośno protestowała
Panie Kaktusie, Panie Kłujący
Podrzesz mi listki przez swoje kolce
Kaktus niechaj kaktusa obejmie
Bo kto ma kolce ten się nie przejmie
A kto ma miękkie i gładkie liście
Niech tuli paproć swą oczywiście!


poniedziałek, 13 stycznia 2020

Długie opowiadanie Nadii

Było jeszcze ciemno, gdy SorA otworzyła zaspane oczy. Tak wczesna pora wstawania nie była koniecznością, ale doświadczona nauczycielka dłuższe wylegiwanie się w łóżku uważała za zupełne marnotrawienie czasu.

- Doba ma tylko dwadzieścia magicznych godzin, wiec przespanie więcej niż sześciu jest totalnym lenistwem i brakiem samodyscypliny- lubiła mawiać swoim uczniom. Naturalnie sama nie posiadała nawet cienia tych niezbyt chwalebnych cech, ponieważ pochodziła z szanowanego rodu Scii.Charakteryzował się on m.in. niesamowita łatwością w zdobywaniu wiedzy przez jego członkinie (rodziły się tu same kobiety), oraz wysoką dyscypliną wobec samego siebie i innych. Chyba właśnie z tych powodów wszystkie Sciinki podejmowały się pracy nauczyciela, bez względu na powołanie czy jego brak do pracy z dziećmi.

Dzisiejszy poranek SorY nie różnił się niczym od innych. Wstała, przeciągnęła się porządnie i stanęła wyprostowana. Im była starsza tym więcej uwagi i skupienia wymagało od niej wykonanie tych pięciu porannych czynności. Pstryknęła palcami raz- pościel sprawnie ułożyła się w równy, poskładany w kostkę stosik. Pstryknęła drugi- jej koszula nocna z długimi rękawami zamieniła się w elegancką i prostą garsonkę.Pstryknęła trzeci, a figlarnie opadające, złote kosmyki włosów ułożyły się w poważną, trochę postarzająca ją fryzurę. Pstryknęła po raz czwarty i kot o imieniu EunO, który się wiecznie nudził otrzymał pełną miseczkę mleka. Gdy miała już pstryknąć po raz piąty rozmyśliła się jednak i weszła do kuchni by śniadanie przyrządzić sobie własnoręcznie. Był to dość niekonwencjonalny sposób jak na maga, na przygotowanie posiłku. Gotowanie to czynność żywcem z bajek dla dzieci, których bohaterami byli ludzie żyjący w błogiej niewiedzy na temat istnienia magii. I tak właśnie zatopiona w świecie fantazji ,mieszająca, krojąca i nalewająca przy użyciu rąk a nie różdżki SorA została przyłapana przez swojego małego przyjaciela VerO.

niedziela, 12 stycznia 2020

Najgorsza decyzja mojego życia - opowieść Zuzanny

Pamiętam tylko część wspomnień ze statku i są one naprawdę słabo połączone. Jedno z nich to moment wchodzenia na statek, na ten pięknie wyglądający statek, tak cudownie ozdobiony, taki kolorowy, taki duży, wyglądał jakby mógł pomieścić kilkaset stad słoni. Był on pomalowany w taki sposób, by wyglądał jak z drewna, choć każdy wiedział, że jest on ze stali, może prócz dzieci które pytały się swoich rodziców: Czy on jest z DREWNA? Nie wiedziały, ale mam nadzieję, że ich rodzice powiedzieli im prawdę, by nie ginęły w kłamstwie. Kolejne momenty,, jakie pamiętam to jak chodziłam po jego korytarzach, po tym, jak wypłynęliśmy na nieznane wody w podróż do USA z Hiszpanii. Korytarze były długie i było na ścianach bardzo dużo obrazów i oczywiście drzwi do pokojów pasażerów. Naprawdę nie wiem, jak bardzo nieodpowiedzialny, bądź sadystyczny był ten kapitan, że pozwolił on naszemu statkowi wpaść na te góry, głazy, nawet nie wiem co, ale było to duże na tyle, by zauważyć i ominąć! W tym momencie leżę w wodzie, patrzę na szczątki statku. Niby wpadliśmy na skały, więc nasz statek powinien jedynie zatonąć, ale przez całą kolizję lub po prostu zależało to od tego, gdzie te głazy się wbiły, jednak wywołało to kilka małych eksplozji, które spowodowały to, że w tym momencie jestem w stanie jedynie wpatrywać się w części statku a nie na cały, tonący statek. Woda jest niewyobrażalnie zimna i do tego brudna, przez wszystkie rodzaje jedzenia i różne inne płyny, które na pewno nie są zdatne do picia. Wokół mnie są inni pasażerowie, jednak część z nich jest martwa, część walczy o życie poprzez wchodzenie na resztki statku, próbując tworzyć z nich łódki, a ostatnia część jest taka jak ja teraz, myśli nad tym co się stało, czemu? Dlaczego? Są oni tak już zmęczeni i zmarznięci, hipotermia już ich dopadła i nie są oni już wstanie się ruszać, nie są już w stanie walczyć o życie, poddali się, tak jak ja. Żałuje że chciałam jechać do USA, była to najgorsza decyzja w moim życiu.

wtorek, 7 stycznia 2020

Wierszyk o tanecznym odchudzaniu

Pewna dziewczynka gruba jak beczka,
nie chciała więcej śmietanki z mleczka,
miała już dosyć szynki i ciastek,
nie chciała w lustrze na siebie patrzeć.
Śmiały się czasem z niej koleżanki,
najgorsze były smutne poranki,
bo nasza panna po gimnastyce
dyszała jak śnieżny lampart w Afryce.
Chłopcy nie chcieli się z nią umawiać,
a lekarz kazał na wadze stawać
i mruczał coś tam o nadciśnieniu,
cukrzycy, sercu, uzależnieniu.
Na szczęście nasza big bohaterka,
prócz majonezu na salaterkach
miała w swym życiu jeszcze pragnienie,
aby pokazać to uniesienie,
jakie jej dają dźwięki muzyki,
wszak bez muzyki byłaby nikim.
Gdy nikt nie widział, ćwiczyć zaczęła,
a magia tańca wnet ją ujęła.
Już po miesiącu tańca w ukryciu
daje się odczuć zmianę w jej życiu:
wszystkie koszulki, suknie i spodnie
są coś za luźne i niewygodne.
W innym rozmiarze robi zakupy,
nie bierze trzeciej dokładki zupy,
a w tańcu lekka jest jak motylek,
co siada w kwiatku tylko na chwilę.
Mija kolejnych osiem miesięcy,
na koniec roku będą występy,
schodzi do auli calutka szkoła,
siadają w rzędach i dookoła
sceny, na której zaraz się zacznie
apel, przemowy, śpiewy i tańce.
Wartką muzykę wreszcie słyszymy
- jako solistkę kogo widzimy?
Te piruety i te podskoki,
i te w szpagatach cudne wyskoki
To nasza szczupła już bohaterka
i znakomita, zdolna tancerka!

Mową wiązaną - wyzwanie

Panny Literatki, uprzejmie proszę teraz spróbować ułożyć wiersz - rymowany, regularny. Temat dowolny, ale całość rytmiczna i miła dla ucha. Powodzenia!

czwartek, 21 listopada 2019

Żółtodziób Sofia: ,,Ziemia w 3008 roku - szalone pomysły Sofii''

W roku 3008 będzie nowa planeta, świat będzie trochę większy. W świecie będzie dużo drużyn piłkarskich i dużo drużyn koszykówki, a szkół będzie tylko 8 . Będzie dużo konkursów z różnymi sportami. Dzieci będą chodzić do szkoły od godziny 17 do 20 i na każdej lekcji będą nauczyciele dawać dzieciom po 1000 złotych . Nauczyciele będą brać te pieniądze z policji i z psychologii. Ludzie będą chodzili do pracy na trzy godziny i będą w tygodniu przejmowali 50090 złotych. Domy będą kosztowały tylko 10040 i dzieci będą w szkole miały tylko 5 lekcji, które będą trwały 30 minut.

Żółtodziób Tugcio: ,,Świat w 3007 roku - zwariowane pomysły Veroniki''

To będzie wyglądało tak: góry do góry nogami, ryby będą pływać w drzewach, a koty chodzić po chmurach, psy będą latały do góry nogami, a ludzie będą bawić się słońcem, a księżycem będą grać w piłkę nożną na Jowiszu. Po jeziorach będziemy chodzić, kiedy ktoś się urodzi będzie mądry jakby żył 100 lat. Zamiast butów będą róże, zamiast ubrania będą liście, a domy będą pod ziemią.

Szufladkowicz July: ,,Przyszłość''

Obudziłam się rano. Czułam się strasznie nie swojo w moim domu, bo cały mój pokój wyglądał podobnie, ale jakoś inaczej. Wszystkie meble były nowoczesne i jedyne w swoim rodzaju, a nie widziałam nigdzie takich, a jak zobaczyłam dywan to normalnie szczęka mi opadła, to był mój wymarzony. Ubrałam się, poszłam na dół zjeść śniadanie. Otworzyłam lodówkę, a tam? Nie uwierzycie były rzeczy, których na oczy nie widziałam np. cukierki po, których skóra stawała się kolorowa, albo lody, które nie topniały mogły nawet przeżyć najgorętsze z najbardziej najgorętszych upałów. Posiłek zaliczony więc poszłam na dwór… Z kamieniałam w pierwszej chwili! Nie uwierzycie jak to powiem. Centralnie przed moim domem zamiast starej latarni zobaczyłam plac dla gryzoni fajny pomysł rzeczywiście, ale ta latarnia to była moja i mojej przyjaciółki najlepsza miejscówka, aż chciałam iść powiedzieć co myślę, lecz nie poszłam, bo zobaczyłam wszystkich ludzi. Byli strasznie wciągnięci w telefony jakby w ogóle nie przejmowali, że idą na środku ulicy. Szłam po chodniku a tu… - Gdzie ty idziesz!?- zawołał jakiś mężczyzna. - No ja idę chodnikiem, to wy wszyscy jeździcie po ścieżce dla pieszych!- mówiłam podniecona. Przeszłam na ulicę ze zdziwieniem. Poszłam prosto do szkoły. Ujrzałam budynek strasznie wysoki i nie podobny do szkoły , ale byłam pewna, że właśnie w tym miejscu stała. Weszłam niepewna i szłam przez korytarze. Zobaczyłam most na planetę Mars był strasznie długi lecz widać były wagoniki expres były strasznie szybkie jechały chyba ze 250 kilometrów na godzinę nie wyobrażalnie szybko. Oczywiście nie wsiadłam, ale strasznie ,mnie kusiło. Powoli szłam w kierunku wyjścia, lecz zaczepił mnie robot, który na miał na plakietce na pisane NAUCZYCIEL ROBINSON. Powiedział do mnie - Nie biegaj! Jak masz na imię? I iiiii…. Bateria siadła. Więc uciekłam biegnąc, wyszłam ze szkoły i od razu mi ulżyło. Nie stresowały mnie już żadne roboty. Okazało się, że to tylko był sen.

Szufladkowicz Antosia: ,,Nowa galaktyka''

-Zakładać hełmy i skafander!- -Tak jest szef!- -Startujemy- -Za 5 4 3 2 1 ruszyłam-odezwała się rakieta. Głośny hałas zadudnił astronomom w uszach, nogi gięły się w kolanach, a hełmy wydawały się tak ciężkie, że prawie nie dało się ich utrzymać na głowie. -Siadać!- zawołał kapitan. Wszyscy usiedli i czekali aż dostaną kolejną komendę. Minęło dziesięć minut, a może pięć nie wiadomo może nawet trzydzieści. Wszystkim astronomom wydawało się,że minął przynajmniej jeden dzień. -Wstać?- -Nie Kowalski!- W końcu po długim wyczekiwaniu kosmonauci otrzymali komendę -Wstać!- -Gdzie jesteśmy!?- -Już w kosmosie?- -Ile będziemy jeszcze lecieć?-zaczęły się pytania -Czemu za oknami jest czerń?- -Cisza!- zawołał komendant trzeciego stopnia. -Nie komendancie, z chęcią odpowiem na te pytania-oświadczył kapitan -Otóż… (chwila napięcia)…jesteśmy w kosmosie.- -Wow!- -już!- -Nareszcie!- -Ale, że już!?- -Cudowna mieszanka kolorów fioletowy i granatowy…- -Trochę czarnego.- Zaczęły się okrzyki zadowolenia, ale i strachu. KILKA DNI POTEM… -Panowie i panie, jesteśmy już za Marsem i lecimy koło Jowisza-powiedział kapitan Stopka. -Udało się jesteśmy w kosmosie!-krzyknął Kowalski. -Już dawno jesteśmy w kosmosie gapo.- -Bardzo dobra nowina minęliśmy Jowisza!- Nasi bohaterowie lecieli długo i coraz to nowsze newsy przychodziły od Stopki. Mijały kolejne dni i noce astronauci mijali kolejne planety. Mięli postój na Saturnie i Uranie. ROK 3008… Nowi kosmonauci zamiast Stopki jest Oczko… - Jesteśmy w innej galaktyce!- Młody Kowalski tak samo nieogarniety jek przodek… -Proszę kapitana, zimno trochę obejrzę pogodę, a czy można włączyć ogrzewanie podłogowe?- -Sam sobie odpowedz na to pytanie Kowalski- -Lądujemy na nowej planecie jakieś stworki…- TAK POWSTAŁA NOWA PLANETA I ŻYCIE NA NIEJ…