czwartek, 31 października 2019

Żółtodziób Antosia: ,,Mała tancerka''

- Pobudka córeczko!-
- Muszę mamo?- 
- Nie ma opcji! Przecież musisz iść do szkoły!-
- Ale mi się już nie chce tańczyć- 
- Ile razy mówisz mi to, zawsze jest awantura. A teraz wskakuj w sukienkę i zjedz śniadanie.
Mama wyszła z pokoju. Zniechęcona Laura wyjęła kostium z szafy. Szczerze mówiąc Laura miała same baletowe suknie , ponieważ mama nie chciała kupić jej innych ubrań, a taty nie miała. 
- Pospiesz się!- wołała mama. 
- Już idę- westchnęła Laura.  
Ślicznie wyglądała. Miała piękną suknie i idealnie upiętą fryzurę, cała błyszczała od makijażu. Laura jednak nie cierpiała tych falbanek od spódniczki i lakieru do włosów. 
- Szybko jedz śniadanie, bo już lokaj czeka na nas w dorożce-
Dziewczynka zjadła, ubrała błyszczące trzewiki i wyszła z willi. 
- Wyprostuj się! Tancerka nie może być taka zgarbiona- 
 Laura nie śmiała tego skomentować, bowiem słowa matki były święte. Ona zawsze miała rację.
- Stój! Wysiadamy- powiedziała kobieta. Lokaj zawsze popierał panienkę. Żal mu było gdy była zmuszana do tańca i ona o tym wiedziała on był dla niej jak ojciec. Najbardziej lubiła gdy jej mama była jeszcze w pracy i ona zostawała z lokajem Franzem sama w domu. 
- To do zobaczenia- powiedziała matka i odjechali. Laura usłyszała jeszcze gdy Franz życzył jej miłego dnia.
Ulubionym przedmiotem szkolnym dla niej był francuski, jej ojczysty język. Na tym przedmiocie nie trzeba było tańczyć z resztą na matematyce też nie, ale wydawała jej się nudna. 
- Cześć Laura!-
- Cześć Laura!- 
Laura była lubianą osobą choćby z tego względu, że bardzo dobrze tańczyła.
 - Laura poprowadzisz rozgrzewkę- 
 - Dobrze-  
Dziewczynka lubiana była też w gronie nauczycieli. Ale mimo tego nie lubiła tej szkoły.
     Po lekcjach przyjechał po nią sam Franz, a to oznaczało, że mama jest jeszcze w pracy. Ucieszona dziewczynka wskoczyła do dorożki. Podczas jazdy rozmawiała jak nakręcona, czasem miała takie chwile, że musiała się komuś wygadać. Lokaj słuchał małej damy z uwagą. W końcu dojechali. Na miejscu zastała  prezent urodzinowy. Mamy nie było. Prezenty był od Franza. Po rozpakowaniu Laura rzuciła się na lokaja musiała go mocno uściskać. Były to piękne dżinsy i koszula. Dziewczynka marzyła o spodniach. Matka nie kupiła jej nigdy dżinsów. Potem mała kobietka zjadła obiad i poszła na dodatkowe zajęcia tańca. Po powrocie położyła się spać. Tak minął cały dzień Laury, pełen wrażeń. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz