wtorek, 5 listopada 2019

Przepotworna noc

Tego wieczoru długo nie mogłam zasnąć. Zdawało mi się, że coś chrobocze pod łóżkiem. Zaglądałam tam parę razy, ale widziałam tam tylko wsunięty karton ze starymi zabawkami. Postanowiłam rano udać się na kontrolę słuchu do laryngologa. Ale chroboty były coraz wyraźniejsze. Nie mogłam już oszukiwać się, że to złudzenie.
Nagle zamarłam. Spod mojego łóżka coś się wysuwało!!! Może to olbrzymi pająk? W duchy i potwory przecież nie wierzę! Zadrżałam gotowa do wrzasku. Nie cierpię pająków! Hmm, ale to nie był kształt pająka. Spod łóżka wypełzał wąż.
Jeszcze gorzej! Jakiś jadowity gad pewnie uciekł z hodowli szalonego sąsiada! Zdecydowanie wrzasnęłam, i to pięć razy. Potem postanowiłam bronić swojego życia. Dodałam sobie otuchy mówiąc:
- Zabiję cię, zanim mnie ukąsisz.
Chwyciłam poduszkę, ale była to słaba i nieporęczna dłoń. Na szczęście moja ręka natrafiła na książkę, którą czytałam wieczorem. Solidną, w twardej okładce. Chwyciłam ją kurczowo i zadałam wężowi pięć zaciekłych ciosów.
Nie bronił się i nie syczał. A dlaczego? Bo był pluszowy. Taaak, bawiłam się kiedyś kolorowym, pluszowym wężem. Tylko... jakim cudem pełzał? Zrobiło mi się słabo. Uznałam, że ożywiony pluszowy wąż przeraża mnie bardziej niż żywy, śliski i jadowity. Ponieważ dowodzi utraty moich zdrowych zmysłów.
Dzwonię po psychiatrę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz